Grząska ziemia,
siwy pył,
gęsta mgła...
pogoda zupełnie
jakby ktos
czarna kreda
namalowal ja dzis
tylko dla mnie...
tylko...
tylko...
tylko ze...
brak mi dzis sil,
jestem tak...
tak cudownie lekka,
choc mam tak
okrutnie ciezkie...
ciezkie... co?
nie ktorzy nazywaja to...
chyba sumieniem...
a moze sercem?
a moze, moze mysla?
to nie daje mi
poprostu sobie byc...
Więc podązam dalej,
krętymi scieszkami umysłu...
prubuje odszyfrowac
azalie wysnuwajace
sie zza szarego
czegos gdzies w poblizu...
kilometrowa agonia
w powietrzu...
zapach gnijacych
trupow...
straszne co?
co...
co...
co to...
chyba jakis zart...
perturbacje slow
i czynow...
pogrzebanych gdzies...
tuz obok mojej lewej,
i prawej stopy...
a obie kroczace
sciezka ktora...
jest naprawde...
straszne co?
wiem ze straszne...
ale napewno nie dla mnie...
jak mala
iskra w tunelu...
brama gwiezdzisto
uslanych plyt
betonowych tuz na dole...
otwierajaca swiat...
swiat...
swiat...
swiat dawno...
juz zapomniany...
swiat tych którzy
właśnie gniją w grząskiej ziemi...
razem ze mną...
:) :) tak tak... w tym wierszu jestem duszą a to cmentarz... :)
| ()