Narazie nie idzie mi z tym wszystkim dobrze a wszystko staje sie takie "malo poetckie" :( W prawdzie powoli zaczynam odnajdywac dogłębny sens zycia... i powod mojego"malo poetyckiego" istnienia... lecz nurtuje mnie to że ile razy siegam po ta prosta recepte na ulzenie mi z pokretnego swiata sciezek... ona znika w mojej dloni... i już... już wszystko na wycišgnięcie reki... tak niepoprawnie proste... zupelnie jak droga na skroty... i nagle sen rozpływa sie w powietrzu... zupelne rozproszenie w przestrzeni... i nagle "pufff, bufff, bachh, trachh, czary - mary" i znika... bo takiej recepty nie ma! ;] droga na skroty przez zycie nie istnieje! I zaden ludzki umysl nie odrozni tego wszystkiego od zwyklej platonicznej fatamorgany... bezszelest, bezszept, bezruch, bezdech... bez co? ć... sam się dowiesz "nikt nie zna dnia ani godziny" Mk 13:32 ten fragment zna chyba każdy... dlaczego to wszystko jest trudne i zawile? czlowiek zadaje sobie pytania od chwili kiedy zaczal myslec... nie kiedy zaczal mowic... moze czlowiek sam stwaza sytuacje w ktorej ta zawilosc sie tworzy... moze... ale nie koniecznie... wiec czymze jest czlowiek? pytam sie ciebie... "czlowieku"
| ()